Napisane przez: Feniks | Listopad 5, 2009

Religie a rozwój duchowy.

Wesołe fantazje na temat piekła :)

Strach narzędziem motywującym do moralności? Nie sądzę 🙂

„Podobnie religie w dużym stopniu stawały się raczej siłą dzielącą niż jednoczącą. Zamiast prowadzić do zaniechania przemocy i nienawiści dzięki zrozumieniu podstawowej jedności całego stworzenia, przyczyniały się do wzrostu przemocy i nienawiści, do pogłębiania się podziałów zarówno między ludźmi, jak i między rozmaitymi wyznaniami, a nawet w obrębie tych samych religii. Przekształcały się w ideologie, systemy wierzeń, z którymi ludzie mogli się utożsamiać i które wykorzystywali, by wzmocnić swoje fałszywe poczucie ja. Opierając się na nich, mogli uznawać, że to oni mają rację, a inni są w błędzie, i określać swoją tożsamość dzięki istnieniu wrogów – tych „innych”, „niewiernych” lub „wyznawców złej wiary”, których zabijanie nierzadko uważali za usprawiedliwione. Człowiek stworzył „Boga” na swoje podobieństwo. To co wieczne, nieskończone, nienazwane, zredukowano do wymyślonego bożka, w którego należało wierzyć i czcić jako „swojego” lub „naszego”.

A jednak…. a jednak… mimo wszystkich szalonych czynów popełnianych w imię różnych religii, nadal z samego jej rdzenia emanuje Prawda, na którą one wskazują. Prześwieca, choć słabo, przez grube warstwy zniekształceń i fałszywych interpretacji. Szansa, że zdołasz ją dojrzeć, jest jednak niewielka, chyba że widziałeś już choćby jej przebłysk we własnym wnętrzu

Jaką rolę odgrywają istniejące religie w powstawaniu nowej świadomości? Wielu ludzi zdążyło już sobie uświadomić różnicę między duchowością a religią. Wiedzą oni, że posiadanie systemu przekonań – zbioru idei, które człowiek uznaje za prawdę absolutną – nie czyni z nich istot uduchowionych, bez względu na treść owych przekonań. W gruncie rzeczy im bardziej budujemy własną tożsamość na gruncie wyznawanych przez siebie idei, tym skuteczniej odcinamy się od tkwiącego w nas wymiaru duchowego. Wielu „pobożnych” ludzi utknęło na tym poziomie. Stawiają oni znak równości pomiędzy prawdą i myśleniem, a ponieważ całkowicie identyfikują się z myśleniem (swoim umysłem), roszczą sobie prawo do wyłącznego posiadania prawdy, nieświadomie próbując bronić swej tożsamości. Nie dostrzegają ograniczeń myślenia. Jeżeli ktoś nie myśli (nie wierzy) tak jak oni, jest on ich zdaniem w błędzie – i w niedalekiej przyszłości poczują się usprawiedliwieni, zabijając go z tego powodu. I tak postępują, nawet obecnie” – Eckhart Tolle, Nowa Ziemia, wyd. Medium

Wiele osób na ścieżce rozwoju duchowego dostrzega ograniczenia związane z różnymi religiami. Obrosły one przez setki lat warstwą tradycji i rytuałów, przykrywając istotę, stając się (tak jak jest napisane wyżej) narzędziem służącym do utożsamiania, czyli w gruncie rzeczy uciekania od własnej duchowości. Stawianie znaku równości między uduchowieniem a religią nigdy nie było zatem uzasadnione.

Advertisements

Responses

  1. hmm, ten ostatni argument trochę do mnie nie przemawia. Według mnie to tak jakby powiedzieć, że uzasadnione jest wyeliminowanie samochodów z tego świata, ponieważ wielu ludzi przez nich ginie.

    Wszystko na tym świecie się rozleci, nawet gwiazdy które wytrzymają miliony lat. Nie ma nic doskonałego na tym świecie prócz jednej rzeczy – miłości którą wyrażamy.
    A religia jednak wielu wielu ludziom pomaga w objawianiu tej miłości.

  2. Nie jestem upoważniony by tłumaczyć tekst za jego autora, ale mogę podać swój sposób myślenia na ten temat.

    Niewątpliwie religie pełnią też tą rolę pozytywną, jaką miały pełnić z założenia. Nikt nie odbiera im prawa do istnienia – wydaje mi się, że w tekście jest tylko wskazanie, że przez lata tradycji i setki rytuałów zapomina się o tym, co jest esencją każdej tradycji religijnej. Ludzie skupiają się na formie, na wyznaniach, różnych konstrukcjach umysłowych, których się sztywno trzymają, a to oddala ich od iluminacji jeszcze bardziej, niż gdyby się tym nie zajmowali. Autor sugeruje żeby odrzucić otoczkę i zająć się tym co znajduje się pod jej grubą warstwą – esencją.

    Pobożność nie równa się uduchowieniu, właściwie od zawsze – i moim zdaniem na to jest położony akcent w tekście.

  3. ” Stawianie znaku równości między uduchowieniem a religią nigdy nie było zatem uzasadnione.”
    Moim skromnym zadaniem autor ma racje. Przeciez zadaniem religii i kosciola jest nauczenie ludzkiego gatunku uduchowienia. A czy kosciol albo religia zrozumiala to zadanie??
    Uczy nas milosci siebie i blizniego swego,i zycia wedlug przykazan.Z Zycia w milosci i dzielenia sie nia z bliznimi nie wynika nic o duchu i jej potrzebach.Tak samo, jak nie wynka nic z tego,ze Bog umilowal sobie ludzi biednych i nieszczesliwych,jak to sie przyjelo na kazdym kazaniu przypominanie. Czy przez umartwianie siebie mamy bezposredni wglad na potrzeby duchowe??
    Nawet jak zaczniemy z siebie wychodzic robiac to spontanicznie,to zostajemy z tym faktem sami. Pierwszy lepszy ksiadz nasle na nas egzorcyste,gdy przyznamy sie do lotow po astralu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: