Napisane przez: Asti | Luty 21, 2017

Po studiach nie ma pracy

Ilu z was słyszało takie słowa: „po tym kierunku studiów nie ma pracy”, „nic nie zrobisz bez znajomości”, „pierwszy milion trzeba ukraść” z ust osób dookoła was? Być może wy też mieliście marzenia, ale społeczeństwo wmówiło wam, że pewnych rzeczy nie da się w naszym kraju zrobić, że nawet nie warto próbować.

Być może zaczęliście wierzyć, że praca i pasja to dwie zupełnie osobne kwestie, bo przecież „z czegoś trzeba żyć”. Być może schowaliście swoje plany i ambicje do kieszeni, idąc na studia, które będzie łatwiej skończyć, albo spędzając czas w nudnej pracy, która nie daje wam satysfakcji. Być może uwierzyliście, że sukces w życiu zależy od ślepego losu, waszego kierunku studiów, sytuacji na rynku pracy, albo kumoterstwa – ale na pewno nie od was samych.

Być może marnujecie swój potencjał. Być może życie to coś więcej. Być może ludzie dookoła was nie mieli racji.

Napisane przez: Asti | Luty 21, 2017

Nil – przemyślenia po seansie

Napisane przez: Asti | Luty 21, 2017

Bodies. The Exhibition.

Jakiś czas temu miałem okazję zobaczyć pełnię ludzkiego ciała. Mięśnie, kości, organy, żyły, należące dawniej do żywych ludzi, odpowiednio wypreparowane, by posłużyły za eksponaty. Dokładnie obserwowałem każdą tkankę, każde włokno mięśniowe. W widoku „naturalnym” i w przekroju. Czy ta zewnętrzna powłoka jest piękna? Z pewnością jej złożoność jest fascynująca. Ale nie ma dla mnie nic „pięknego” w każdej z tkanek. Mogą nas intelektualnie zaciekawić, zainteresować, ale ciężko uznać naszą powłokę za piękną.  Eksponaty były zbiorem aseksualnych tkanek, były przedmiotem, nie podmiotem.  Czy piękny jest zatem sam proces biologiczny, gdy się np. kochamy? Nie, gdyby spojrzeć na to od czysto mechanicznej, materialnej strony, może wydać się zwyczajnie obrzydliwy. Uświadomiłem sobie,  że nie to jest w nas piękne. Piękne lub brzydkie mogą być zależności wobec drugiej osoby. Nasze wrażenia w umyśle. To tam powstaje takie rozróżnienie, na piękno czy brzydotę.  Piękny może być czyjś charakter, piękne mogą być relacje.  Uświadomiłem sobie, że umysł jest jedynym schronieniem; tam tworzy się piękno. Nie ma w tym nic obiektywnego.  Oczywiście, mamy pewne normy, mówiące o tym jak powinniśmy myśleć, ale są płynne niczym rzeka. Jeśli cały świat wydaje nam się brzydki, to taki będzie w każdym przypadku. To oczywiście skrajność, większość zachowuje „unormowane” zrównoważenie między negacją a zachwytem. Uświadomiłem sobie, że wszystkie  tkanki wraz z materią przemijają. Że sam, jako taki eksponat, dla zupełnie obcej mi osoby byłbym jedynie rzeczą.

O co zatem całe oburzenie związane z tą sprawą? Co jest złego w naszej naturze i budowie? Czy pokazywanie ludzkich tkanek jest czymś nieprzyzwoitym? W momencie śmierci kończy się nasza  świadomość, kończy się bycie podmiotem. Powinni to także akceptować katolicy, którzy wierzą, że dusza uchodzi z ciała po śmierci. Brak szacunku? Dla mnie takie ukazanie złożoności ludzkiego ciała, jest swojego rodzaju formą hołdu dla zmarłego. Cała reszta społeczeństwa rozłoży się i zmarnuje, nie przynosząc żadnego pożytku edukacyjnego, co najwyżej uczestniczęć w obiegu  materii. Jeśli zżerają nas robaki i bakterie, to czy nie jest to brak szacunku? Pomyślmy – gdyby ciało zmarłego jadły sępy, a my uznalibyśmy to za oznakę szacunku, byłoby to akceptowalne? Czym różni się jedzenie przez sępy, od jedzenia przez inne stworzenia pod ziemią?

Cała wystawa robi naprawdę silne wrażenie. Warto to zobaczyć, choćby ze względu na to, by zaobserwować swoją reakcję. Pozwala w realny sposób dowiedzieć się wiele o ludzkiej anatomii. Nie budzi wątpliwości, że ma ona cele tylko i wyłącznie edukacyjne. Nie została stworzona by szokować, czy napawać wzrok – ukazane są konkretne tkanki i schorzenia; wszystko opisane tak, by zrozumiały to także osoby nie posiadające wykształcenia medycznego. Całość ma za zadanie pokazać złożoność budowy ludzkiego ciała, pokazać nas takimi, jakimi naprawdę jesteśmy. Zauważamy także, jak podobni jesteśmy do innych gatunków.

Najbardziej szokującym jest możliwość obserwacji rozwoju płodów w różnych okresach dojrzewania. Widać jednak, kiedy taki płód zaczyna przypominać człowieka – w ok. 9 tygodniu. Wcześniej ani budowa, ani kształt nie świadczy o tym, że jest to istota ludzka, nie ma też co mówić o jakiejkolwiek świadomości. Myślę że warto zastanowić się nad tym kryterium także w sprawach aborcji, która w przypadkach patologii bądź zagrożenia życia,  stanowczo  nie powinna być zakazywana.

Napisane przez: Asti | Luty 21, 2017

Medytacja dla początkujących

Wielu z was pewnie miało styczność z pojęciem  „Medytacja”. Jednym kojarzy się to z lewitującym joginem ze złączonymi palcami i wydaje się conajmniej śmieszne, dla innych jest to coś tajemniczego, w co raczej wolą się nie zagłębiać. W gruncie rzeczy w trakcie życia nieświadomie medytujemy bardzo często.

1. Czym jest medytacja?

Najbardziej ogólnie mówiąc, są to praktyki służące do samodoskonalenia. Niemal wszystkie techniki pracy z umysłem i osiągania innych stanów świadomości,  są właściwie różnymi jej modyfikacjami. Istnieją jednak dwie główne definicje medytacji – od łacińskiego słowa meditatio, – co oznacza rozmyślanie, rozważanie jakiegoś problemu, kontemplację. Drugie zaś odnosi się do różnorodnych praktyk pracy z ciałem i umysłem. Chciałbym przedstawić to zjawisko właśnie w kontekście drugiej przytoczonej definicji.

2. Jakie są cele medytacji?

Cele są równie różnorodne, co stosowane techniki. Medytacja może służyć do redukcji stresu i pozbycia się negatywnych emocji, pracy z własną osobowością i wnętrzem, wyciszenia, poprawy zdrowia fizycznego i psychicznego, osiągania innych stanów świadomości, zespolenia lub kontaktu z bóstwem, iluminacji, osiągnięcia harmonii, redukcji lęków (także przed śmiercią), kontroli nad ciałem i umysłem, a nawet osiągnięciu perfekcji w danej dziedzinie i przećwiczeniu procesu umierania (medytacja kataleptyczna, phowa). Modlitwa także zaliczana jest do praktyk medytacyjnych.

3. Jakie są metody pracy z umysłem?

Zasadniczo metody pracy z umysłem można podzielić na dwa rodzaje – skierowane do naszego wnętrza, lub skupiające się na otoczeniu (zewnętrzu).
Medytacja skierowana do wewnątrz służy do zgłębiania i ulepszania swojej osobowości, wzmacniania lub osłabiania pewnych jej aspektów, poprawy nastroju, pracy z emocjami, wyciszenia, harmonii (trans, joga, hipnoza, wizualizacje, mantra).
Medytacja skierowana na zewnątrz służy do rozwijania w sobie Epikurejskiej postawy – „Żyj chwilą” – bądź tu i teraz. Zwiększa koncentrację, intuicję i spontaniczność, pozwala cieszyć się życiem, na co dzień i popełniać w nim mniej błędów.

4. W czym medytacja przypomina śmierć? Czy jest bezpieczna?

Przede wszystkim, naturalnym efektem medytowania jest spowolnienie metabolizmu, oddechu i bicia serca, a także zmniejszenie ciśnienia krwi. Odpowiednie pogłębianie tego stanu, może pozwolić nam niemal całkowicie wstrzymać swoje funkcje życiowe, a następnie powrócić do normalnego stanu. Jest to dość trudne i wymaga wielu ćwiczeń, ale ukazuje to, w jaki sposób możemy dzięki niej kontrolować swoje ciało i umysł. Dzięki medytacji redukujemy lęki – zanim zacząłem medytować, obawiałem się ciemności. Teraz jest ona dla mnie uosobieniem spokoju. Niektóre medytacje służą nawet do przećwiczenia procesu umierania – osoby medytujące wprowadzają się w stan bliski śmierci klinicznej, po czym normalnie z niego powracają. Można się przygotować zatem i na to, na co, zdawałoby się, nikt nie jest gotowy. Jak każde potężne narzędzie, medytacji można użyć w zły sposób, dlatego należy przestrzegać czegoś, co nazywam BHP umysłu. Rozsądnym osobom nic nie grozi, ale warto przeczytać te zalecenia.

5. BHP umysłu? Co to za brednie?

W gruncie rzeczy każda zdrowa osoba posiada coś takiego. Warto pamiętać o nim także w czasie medytacji. Ja stosuję taki system:
a) We wszystkim, co robisz dąż do harmonii
b) Nie oczekuj, nie śpiesz się, nie naciskaj
c) Szanuj siebie i innych, działaj dla ich dobra
Takie ABC wydaje się krótkie i banalnie proste, ale w gruncie rzeczy obejmuje bardzo wiele. Ważne, byśmy równoważyli wszystkie dziedziny życia, nie skupiając się tylko i wyłącznie na jednym – brak równowagi prowadzi do niezdrowych stanów. Postawa roszczeniowa powoduje frustrację i cofanie się w rozwoju, a pośpiech sprzyja pojawianiu się błędów, których nie chcielibyśmy, szczególnie, gdy pracujemy nad sobą. Ostatnia zasada nakłania by nie robić z siebie i innych królików doświadczalnych, byli ostrożni (przesadzanie i brak rozwagi nigdy nie popłaca), by wszystko co robimy służyło rozwojowi.

6. Z czym to się je?

Technik medytacyjnych jest całe mnóstwo – możecie je spotkać zarówno w książkach jak i w Internecie. Nie jest to w gruncie rzeczy nic trudnego, zwykle efekty można zauważyć już po paru dniach ćwiczeń. Opiszę tu swój sposób.
Wedle wyżej wyjaśnionego, własnego podziału, zwykle stosuję medytację skierowaną do wewnątrz. Szukam ustronnego miejsca, a jeśli go nie ma, nakładam na uszy słuchawki bądź stopery, żeby wyciszyć sygnały z zewnątrz. Siadam po turecku z wyprostowanymi plecami i ustawiam się tak, by było mi możliwie najwygodniej. Nie skupiam się na bólu tu i tam, po jakimś czasie ciało samoistnie się rozluźnia. Zamykam oczy i skupiam się na swoich oddechach (można wyobrażać sobie kolejne cyfry, jeśli ktoś chce), oddychając głęboko i spowalniając je coraz bardziej. W trakcie powtarzam czasem jakąś afirmację, czasem majstruję coś przy swoim umyśle, lub wywołuje określony stan, którego mi potrzeba. Gdy czuję, że muszę już kończyć, po prostu otwieram oczy.

7. Co medytacja ma wspólnego z nauką? Czy powoduje jakieś zmiany fizjologiczne?

Od niedawna nauka coraz częściej zajmuje się badaniem wpływu tego typu praktyk na człowieka. Medytacja jest stosowana w psychoterapii, często nawet w przypadku ludzi z ciężkimi zaburzeniami psychicznymi. Spowalnia fale mózgowe, zmniejsza ilość kwasu mlekowego we krwi (redukcja stresu), naturalnie poprawia stan zdrowotny i ułatwia osiągniecie stanu homeostazy w organizmie, zmniejsza ciśnienie krwi i szybkość bicia serca, powoduje trwałe różnice pomiędzy częstotliwością fal mózgowych w tylnej i przedniej części mózgu. Stwierdzono przypadki wyleczeń dzięki medytacji z takich schorzeń jak arytmia serca, bezsenność, bezpłodność, chroniczny ból, migrena, nadciśnienie, depresja. Powoduje także całą masę zmian psychologicznych (poczucie harmonii, większa akceptacja i pewność siebie, odblokowanie emocjonalne, większa empatia, zwiększenie energii życiowej i chęci działania, zmniejszona podatność na stres, łatwiejsza koncentracja, zwiększenie poczucia kontroli , poprawienie osobowości, zmniejszenie zaburzeń psychosomatycznych, umiejętność życia chwilą, zmniejszenie psychicznych reakcji obronnych ( mniej zakłamany ogląd świata), ułatwiających nam funkcjonowanie.

8. Jaki wpływ ma medytacja na mnie?

Medytacja ma ogromny wpływ na moje życie i rozwój osobowości. Zagadnieniem zainteresowałem się w czasie, w którym w życiu wiele rzeczy waliło mi się na łeb i przeżywałem wewnętrzny chaos mimo zewnętrznej pogodności. Byłem przede wszystkim osobą posiadającą duże wymagania wobec świata i miałem w sobie wiele gniewu, ze względu na nie spełnianie moich oczekiwań. Miałem sklarowane poglądy, do wszystkiego co irracjonalne odnosiłem się wrogo. Byłem bardzo neurotyczny, często awersyjny i zamknięty w sobie. Świat widziałem jako wrogi i czułem się do niego zupełnie nieprzystosowany. Moje reakcje zależały od wahania nastrojów…

Jako, że nie mam skłonności autodestrukcyjnych szukałem środków poprawy stanu rzeczy. Stwierdziłem, że sedno sprawy leży we mnie, a nie w świecie, jak dawniej myślałem. W pewnym momencie natknąłem się na medytację.
Po paru dniach osiągnąłem odczuwalne efekty – żadne ćwiczenie wcześniej nie wpłynęło na mnie tak szybko. Byłem spokojniejszy, wszystko stało się jakby pewniejsze i bardziej poukładane. Chętniej pomagałem bliskim, nie wypadałem z równowagi, było mi dobrze i wesoło. Dzięki większym chęciom do życia wydajniej pracowałem na co dzień. Rodzina także zauważyła zmianę i bardziej doceniała moją pomoc i wkład w codzienne życie. Rzeczy, które dawniej były mi wrogie, zacząłem traktować neutralnie, lub z ciepłą wyrozumiałością. Wzrosło poczucie własnej wartości, jedności ze światem – jednym słowem wszystko zaczęło się układać. Nagromadzone w trakcie dnia negatywne emocje rozładowywałem, zamiast chować w sobie. Przeżywałem po raz pierwszy niesamowite stany, których wcześniej nie doświadczałem, zacząłem żyć pełniej. Myślę, że warto posiedzieć chwilę w ciszy, by czuć się szczęśliwym.

9. Bez czego medytacja jest bezwartościowa?

Medytacja jest narzędziem do osiągnięcia świadomości. Bez niej, to zwykłe siedzenie z zamkniętymi oczami. Świadomość i uważność można uzyskać na wiele sposobów, a następnie rozszerzyć jej zakres tak, by obejmowała każdą chwilę naszego życia.

Napisane przez: Asti | Luty 21, 2017

Wiersze o niczym

Proza poezją

Zaglądam przez szybkę.
Wpadają w podświadomy zachwyt
– Nasz mały koan!

Jak żebrak –
niby brudny, obszarpany,
przygnieciony brutalnością piękna

A jednak budzi w nas
Łzy wzruszenia
I człowieka

Wiersze o wszystkim
– O piciu i o miłości.
Bezsens form
I poszukiwań.

I takie wątłe,
Jakby zanik światła
Dotknął nas wszystkich.

Poezja prozą

Napisane przez: Asti | Luty 21, 2017

Czterej uczniowie

Pewnego razu, przechodząc z miasta do miasta, pewien wędrujący mistrz usłyszał zażartą kłótnię. Sprzeczało się ze sobą czterech uczniów różnych szkół metafizycznych, każdy zaś z nich czerwony był od zapału i gestykulował energicznie. Widząc to, mistrz ruszył w tamtą stronę. Gdy tylko nadszedł, jego dobra aura sprawiła, iż każdy z uczniów oddał mu pokłon, zauważając w nim świętego męża. Widząc, iż chcą poprzez niego rozwiązać spór, rzekł:

Przysłuchiwałem się waszej rozmowie i wiem, gdzie leży problem. Niech każdy z was w swoim czasie przyjdzie do mnie na osobistą rozmowę, a przekonacie się, kto z was miał rację.

I tak się stało – jeden po drugim, każdy z nich przedstawiał swój pogląd mistrzowi, argumentując go wedle swej filozofii, by wywrzeć na nim jak największe wrażenie. Mistrz w niewzruszonym spokoju słuchał, co jakiś czas przytakująco kiwając głową i nie uronił żadnego zasłyszanego słowa.

Pierwszy z uczniów twierdził, iż ludzie są z gruntu źli. Drugi myślał odwrotnie. Trzeci uważał, że w każdym jest zarówno jeden, jak i drugi pierwiastek. Czwarty zaś, że nie możemy ocenić, co jest dobre a co złe. Po wysłuchaniu wszystkich, podszedł do każdego z osobna i orzekł mu tak, by nikt więcej go nie dosłyszał – „Masz rację”. Toteż każdy był pewny swego zwycięstwa i ze zniecierpliwieniem oczekiwał werdyktu.

Mistrz zaś stanął na środku pustej polanki, na której uprzednio odbywała się kłótnia i rzekł – „Wszyscy macie rację, a mimo to zażarcie się kłócicie. Czy to nie zbędna strata czasu? Ty  – tu wskazał na jednego z nich – uważasz że jesteśmy z gruntu źli, przytoczyłeś wiele dowodów, świadczących o tym – z subiektywnego poziomu masz rację, podobnie jak ty – tu wskazał na drugiego – który twierdzisz, iż jesteśmy z gruntu dobrzy. Wiele mądrości przejawiasz także ty – tu wskazał na trzeciego – który uważasz, że w każdym jest trochę dobra i zła – w świecie uwarunkowań, tak właśnie jest. Ty zaś – wskazał na czwartego – wskazujesz pogląd świata absolutnego i nieludzkiego, i choć masz racje, nie zastosujesz tego w człowieczej egzystencji.

Tu uśmiechnął się ciepło, widząc zdziwienie malujące się na ich twarzach.

– Nie spotkałem jeszcze, tak zażarcie przekonujących się o jedności swoich poglądów, ludzi.

Po czym chwycił swój kostur podróżny, odwrócił się i ruszył dalej bez słowa.

Napisane przez: Asti | Luty 21, 2017

Inicjatywa Społeczna

Otóż, postanowione. Zawężam ilość odwiedzanych stron do minimum. Nie będę już niepokoił portali swoimi myślami, które w dobie myślenia tylko o sobie i swoimi kategoriami, muszą najwyraźniej być skazane na odrzucenie. Cóż, pozostaje żywić złudną nadzieję, że przyszłość przyniesie zmiany – ostatecznie i tak najwięcej przyjemności sprawia mi sam proces twórczy, a jego ocena może być tylko dodatkową motywacją (lub demotywacją).

Tak się składa, że indywidualista będzie wszędzie odstawał. Nawet jeśli uznają go za swojego, on ciągle będzie to czuł. Indywidualista jest jak banita, który nie umie zapomnieć o wygnaniu. Gdy spotka się z innymi banitami, będzie sprzeczał się, które wygnanie było cięższe i kto przy tym pozostał przy rozumie.

Powodów tej decyzji jest kilka. Pierwszy z nich – mój czas gwałtownie się kurczy, a jakąkolwiek dyskusję zacząłem uznawać, przynajmniej w zdecydowanej większości przypadków, za bezowocną. Nie spotykają się bowiem zwykle dwie, lub więcej osób, o różnych poglądach, ale zdolne spojrzeć z czyjejś perspektywy, rozpatrzeć, lub ew. rozprawiać nad stroną merytoryczną unikając oszczerstw i krytyki. Nie, zdecydowana większość nie wyszła z dyskusyjnej piaskownicy, a łopatki już dawno połamały się o głowy współbraci.

Drugi z nich – w internecie naprawdę niewiele jest stron „na poziomie”. W portalach artystycznych panuje, miast twórczej wymiany, albo atmosfera wzajemnej adoracji i odurzenia pozytywnymi komentarzami, miernych, w większości prac, albo w drugą stronę, bezinteresownego, pełnego negatywnych emocji krytykanctwa, które powoduje, że równowaga jest zachowana. Mam wrażenie że nigdzie tam nie ma „prawdziwych” poetów i pisarzy – tacy rzadko istnieją na jakichś portalach. Odnośnie prac jeszcze – rozumiem całkowicie rzetelne ocenienie świetnej pracy – zdarzają się takie i warto je docenić. Patrząc jednakże na większość „świetnych” prac, odnoszę wrażenie, że bardzo dobrze ocenia się coś zupełnie przeciętnego, a przynajmniej coś, co mnie wogóle nie porusza. Być może i mój zmysł estetyczny i wrażliwość jest inna, i innych bodźców potrzebuje.

Trzeci z nich – to kochane społeczeństwo polskie. Polacy, przynajmniej Ci, których spotkałem na różnorakich serwisach, szczególnie zaś forach internetowych, to malkontenci, krytykanci, twórcy teorii spiskowych i wielcy demaskatorzy. Każdy z nich ma swój teatrzyk, i do prostej rzeczywistości dobudowuje, całą rzeszę znaków tajemnych, które świadczą o moich ukrytych, niecnych zamiarach. Nijak niestety nie umiem się komunikować z takimi jednostkami – i nie uda mi się to zapewne, póki nie nauczę się ignorować człowieka. Bo człowiek wbrew pozorom to dla mnie bardzo wartościowa istota. Istota myśląca, istota na którą trzeba być bardzo wrażliwym. Rozpędzam się i zaliczam wszystkich homo sapiens do ludzi – i tu pojawia się problem. Obrazić homo sapiens i nie traktować go jak człowieka – a zatem ignorować – czy cierpieć z powodu jego słów, głupoty, może zaś na jakiś czas odizolować się i tak popracować nad sobą, by móc tylko ciepło współczuć tym wszystkim homo sapiens, którzy zachowują się w beznadziejny sposób. Wybrałem to trzecie.

Inicjatywa społeczna w Polsce, to rozbijanie sobie głowy o mur. Mur wszystkich epok, które przecierpieliśmy. Jeśli nie wpiszę się w jakiś kanon działania, na zawsze działania będą blokowane – a ja nie zwykłem się w nic wpisywać. Było już kilka takich moich pomysłów, pomysłów, jak wydawało się wielu moim bliskim i znajomym – z dużym potencjałem, które rozbiły się o ten wiekowy mur. Mało kto chce destabilizować ów mur, ucząc się przechodzić przez ściany. Każdy buduje własny mały forcik i przypuszcza atak. Najbardziej zaś szokuje pewność siebie tych działań – homo sapiens, zdecydowanie wiedzą, co mają i powinni robić. Tak zdecydowanie, że się nad tym nie zastanawiają.

Napisane przez: Asti | Luty 21, 2017

Prawda

Krzyczą jedna prawda. I moja.
A Bóg uśmiecha się z góry i mówi do siebie

– Bez odbioru.

Prawda jest jak płacz dziecka szukającego miłości
Kołysanka dla zmęczonego umysłu.

Napisane przez: Asti | Luty 21, 2017

Sałatka Pekińska

„Władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie.” – John E. E. D. Acton

Nie pomogło skakanie z mostów, tudzież wieszanie na nich transparentów, nie pomógł płacz i pełne altruizmu poświęcenie – Olimpiada w Pekinie odbyć się musiała.

Partyzanci najwyraźniej złożyli broń – w świecie, którym rządzą pieniądze, ich płacz, zawodzenie i protesty spotkać mogła tylko milcząca pogarda ze strony „wschodnich kolegów”. Zastanawiam się, czy taka forma protestu, spowodowana była brakiem jakiejkolwiek możliwości pomocy (prawdziwej pomocy!), czy też w swojej naiwności nie zdajemy sobie sprawy, że ludzkie życie się nie liczy.

A teraz garść pieprznych faktów:

W komisji antydopingowej, znajdowało się 99 % procent Chińczyków – paskudna przywara, jaką jest nieufność, każe mi ośmielić się twierdzić, że „żółtki” jadą na wspomagaczach, sprawdzając wszystkich dookoła poza swoimi sportowcami – co zresztą potwierdza fakt spektakularnego zwycięstwa w pływaniu delfinem Chinki, która dotychczas w ogóle nie liczyła się na arenie międzynarodowej, poprawiła rekord życiowy o 4 s i rekord świata w tym stylu – przy czym pod znakiem zapytania stoją jej występy w jakichś turniejach w przyszłości… Brak ambicji, czy może chęć zatuszowania czegoś?

Chiny – 51 złotych medali. USA – 36 złotych medali. Rosja – 23 złote medale.

A teraz igrzyska w Atenach, 4 lata temu:

USA 35 złotych medali, Chiny – 32, Rosja – 27.

O ile poziom USA i Rosji można uznać za wyrównany (na większości Igrzysk Stany Zjednoczone są potęgą), to nagły wzrost formy Chińczyków aż o 29 złotych medali na organizowanych przez nich igrzyskach jest zastanawiający.

Konie, które powinny kochać skakanie, biegają ciężko, omijają przeszkody lub zapierają się przed nimi, szarpią się z jeźdźcami, zrzucają ich, są mało sterowne. Wątpię by była to kwestia jeźdźców (jak sugerowali komentatorzy), którzy wiele lat skaczą i przygotowują się starannie do olimpiady. Tego typu problemowe sytuacje, mieli także ludzie z tytułami Mistrza Świata, nawet, mógłbym rzec, w szczególności. Dwóch węgierskich jeźdźców (jeden z tytułem MŚ, doświadczony, bardzo dobrze wyszkolony) spada z koni. Węgrzy są znani jako jedni z najlepszych jeźdźców – i nie jest to ich wina, ponieważ konie „wysadzają ich” z siodeł. Coś wydaje mi się nie tak.

Tymczasem Chińczycy także mają problemy, co oznacza, że było to świadome podłożenie się (zawodnik który spadł, miał ostatnie miejsce w strzelaniu – żadnych szans na medal), by nie wzbudzać podejrzeń, albo niedociągnięcie organizacyjne (konie zostały niedostatecznie przygotowane?), lub poziom jeźdźców w Pekinie spadł znacznie z niewiadomych przyczyn (zbyt dużo seksu w wiosce olimpijskiej?).

Podsumowując – Uważam że konie pięcioboistów, przygotowywane przez organizatorów nie były dobre, a szczególnie trefne dostali faworyci. Nie wiem czy narowistość można przypisać słabemu przygotowaniu konia, czy jakiemuś syfowi którym można go nafaszerować.

Te trzy argumenty pozwalają mi posunąć się w swej podejrzliwości tak daleko, iż jestem skłonny uważać, że igrzyska, albo zostały sprzedane (chyba ludzie z MKOL nie są idiotami?), albo też Chiny mają na tyle władzy i kontaktów w świecie sportowym, by uszło im to płazem.

Biedni Polacy zaś, zawodzą dalej. W Tybecie mordują ludzi, nam zaś przeszło już ich bronienie, i opłakujemy teraz małą ilość naszych medali.

Przejrzyjmy na oczy. Jednostka w obliczu władzy nie ma żadnego znaczenia. Uczciwość i prawo w jej obliczu, także nie ma znaczenia. Nadal tak kochacie możnowładców?

Trzeba ograniczyć kompetencje władzy do minimum, abyśmy nie mieli serwowanych mocniej stojących kołkiem w gardle, sałatek. Warto się nad tym zastanowić szczególnie w obecnym czasie – mamy tornada, niebezpieczne nastroje Wielkiej Mateczki i Żandarma Świata, naszych dwóch kaczych karzełków, drzewa koło których ktoś nieodpowiedzialny stawia drogi, a potem chce je wycinać, i satanistyczne króliki grasujące po Toruńskich cmentarzach…

 

Napisane przez: Asti | Luty 21, 2017

Szczęście a pisarstwo

„Dobytkiem pisarza są jego tajemnice, jego dojmujące i niewyznane porażki; fermentujące zaś w nim hańby są gwarancją jego płodności.” – Emil Cioran.

No właśnie, coś w tym jest. Zauważyłem, iż odkąd mam mniej problemów w życiu, mniej wachnięć emocjonalnych, stanów depresyjnych – nie mam takiej motywacji do pisania. Czy wena zawsze bierze się z bólu i frustracji? Jak to jest z wami, czytelnicy?

Postanowiłem to sprawdzić i wciąż będę pisał teksty. Myślę że to kwestia automotywacji i spróbuję to sobie i wam udowodnić.

Older Posts »

Kategorie